W modlitwie spowiedzi powszechnej, znajdujemy słowa: „…myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem…”.

Kolejność ich użycia wydaje się nieprzypadkowa. Każde działanie — szczególnie to związane z miłosierdziem wobec chorych i ubogich — rozpoczyna się bowiem w naszej „głowie”, w naszej myśli.

To właśnie w myśli rodzi się zarówno dobro, jak i ucieczka od dobra. Jeśli na tym etapie coś zignorujemy, późniejsze etapy często już się nie wydarzają.

Często uciekamy zarówno w myślach, jak i w uczynkach od spraw trudnych, przekraczających nasze możliwości lub wyobrażenia. To swoiste narzędzie, które chroni nasz komfort życia. Łatwiej bowiem nie myśleć i nie widzieć — wtedy wydaje się, że wokół nas nie ma ani chorych, ani biednych.

Jezus uczy jednak, że z myśli przechodzimy do mowy — do rozmowy, która konkretyzuje pomoc lub pozwala wejść w relację z osobą chorą czy ubogą. Pozwala spojrzeć w oczy osoby biednej lub chorej. Niekiedy już ten drobny gest obecności i zainteresowania staje się wystarczającym aktem miłosierdzia.

Pozostaje jednak otwarte pytanie o słuszną, celową pomoc.

Czy zawsze to, o co prosimy, jest tym, czego naprawdę potrzebujemy? Czy prosząc o pieniądze, człowiek rzeczywiście potrzebuje pieniędzy, czy raczej pracy i dostrzeżenia jego zdolności? Czy prosząc o pomoc w chorobie, potrzebuje wyłącznie lekarstw i opieki medycznej, czy może bardziej obecności drugiego człowieka?

Tak jak w Ewangelii wg. św. Jana 5. 1-8: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody”, powiedział od 38 lat chory przebywający nad sadzawką Betesda w Jerozolimie. Brakowało „człowieka”

Proszę Cię Panie abym chociaż mógł być „brakującym człowiekiem” , kiedy tego trzeba- przemień mnie Panie, proszę.