Spoko…
Święty Paweł pisze: „Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia” (1 Kor 4,4).
Mogę się mylić także wtedy, gdy jestem siebie pewien. Mogę powiedzieć prawdę tak, że upokorzę drugiego. Mogę dochować przepisów i nie dochować miłości. Sumienie, które „nic nie wyrzuca”, czasem uspokaja, ale nie leczy.
Świat mówi – Spoko…dasz radę.
„Pokój mój daję wam” — mówi Chrystus (J 14,27). Tego pokoju szukam. Obejmującego całego człowieka: serce, umysł, ciało i relacje. Przywracającego siły i smak życia.
Gojące się rany. Przyjęte przebaczenie. Wolność od chęci odwetu. Zjednoczenie z Ojcem. Pamięć o bliskich i dalekich. Życzliwość bez podstępu, relacje bez ukrytych rachunków. Troska, która nie odbiera oddechu. Godność i poczucie sensu.
Już samo czytanie tych słów wprowadza pokój w moje serce. Wiem, czego szukam. Rozpoznaję smak daru.
Bo pokój ma swój smak… Jest odczuwalny, przenika serce, myśli i ciało. Widać go także na zewnątrz: w spojrzeniu, tonie głosu, cierpliwości wobec drugiego człowieka. Kiedy wypełnia wnętrze, powoli staje się sposobem bycia.
Nie zawsze wypełnia mnie po brzegi. Przychodzi kropla po kropli: w przeprosinach, przebaczeniu, rezygnacji z raniącego słowa. W modlitwie, po której trudność pozostaje, ale odzyskuję siłę, by się z nią zmierzyć.
Świat podsuwa wygodne usprawiedliwienia i kompromisy sumienia. Znam pokusę takiego spokoju. Dlatego wracam jak w pętli do słów Chrystusa:
„Pokój mój daję wam…”
Pokój ogłoszony przez aniołów przy Jego narodzeniu powraca w słowach Jezusa, gdy przed męką żegna się z uczniami. Jakby całe Jego ziemskie życie było zaproszeniem do przyjęcia tego daru.
Chcę go przyjąć. Także wtedy, gdy prowadzi do niego prawda, której wolałbym o sobie nie usłyszeć.
Przemień mnie, Panie, w moim sumieniu….Przemień mnie, Panie, w moim myśleniu.

