Nie bądź głupi…
„Nie bądź głupi!” — te słowa, tak często powtarzane przez naszych rodziców, mogłyby być również jednym z zakończeń Ewangelii. Może niezbyt uroczystym, ale jakże życiowym.
Biblia wielokrotnie zajmuje się głupotą, głupstwem i ich konsekwencjami (por. Księga Mądrości Syracha, szczególnie Syr 21,11–28). Nie utożsamia jednak mądrości z wykształceniem czy posiadaną wiedzą.
Kiedyś rodzice powtarzali nam: „Ucz się!”. Dobra edukacja stawała się niemal synonimem mądrości. Dziś, w czasach algorytmów inteligencji, kiedy dostęp do wiedzy jest praktycznie nieograniczony, na „pstryknięcie palcem”, coraz wyraźniej widzimy, że sama wiedza nie wystarcza. Trzeba jeszcze umieć logicznie myśleć, rozumować, odróżniać prawdę od pozorów i właściwie korzystać z tego, co wiemy.
Można być wyuczonym idiotą i niewykształconym mędrcem!
Chrystus także nie unika mocnych słów. W przypowieści o bogaczu, przekonanym, że zgromadzony majątek zapewni mu spokojną przyszłość, pada dramatyczne: „Głupcze!” (Łk 12,20).
A przecież ten człowiek potrafił planować, gospodarować i pomnażać dobra. Zabrakło mu nie inteligencji, lecz mądrości.
Zastanawia mnie jednak coś jeszcze. Czy można powiedzieć drugiemu człowiekowi: „Jesteś głupcem” — z miłością? Bez pogardy, bez chęci poniżenia, wyłącznie z troski o niego?
Myślę, że można przestrzec kogoś przed głupotą, nie odbierając mu godności. Jest przecież różnica między osądzeniem człowieka a nazwaniem po imieniu jego błędu. Między słowami, które mają zranić, a tymi, które mają otrzeźwić. Ciągle się tego uczę.
Może właśnie dlatego rodzicielskie „Nie bądź głupi!” tak często było wyrazem miłości, choć nie zawsze potrafiliśmy ją wtedy dostrzec, lub jako rodzic właściwie zakomunikować.
Pozostaje jednak pytanie, które kieruję także do siebie: czy mam dość mądrości, aby rozpoznać własną głupotę, i dość pokory, aby pozwolić komuś zwrócić mi na nią uwagę?
Mądrość zaczyna się chyba nie wtedy, gdy potrafię pouczać innych, lecz wtedy, gdy sam przestaję uważać się za najmądrzejszego.
Mądrość nie jest stanem posiadania, lecz drogą, na której człowiek powinien nieustannie postępować…, ta droga zaczyna się od bojaźni Bożej, nie po to aby się Boga bać lecz po to aby Go nie utracić, i czerpać z Jego mądrości. Tak jest bezpiecznie.
„Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (Łk 2,52)…przemień mnie Panie w moim myśleniu.

