W codzienności życia, często słyszymy frazy: – „Musisz mi to zrobić…” albo „musisz to zrobić…”.

W dojrzałym życiu odpowiadam na takie słowa: – „Ja już nic nie muszę. Mogę co najwyżej chcieć”.

Nie lubię być do czegokolwiek i przez kogokolwiek przymuszany. Nie tworzy to harmonii w moim sercu, lecz raczej ogranicza moją wolność i zdolność rozeznawania własnych potrzeb — co wydaje się naturalne i zrozumiałe.

Z drugiej jednak strony, może to być także wyraz mojej niesubordynacji, braku pokory czy też uporu serca.

Dlaczego tak się dzieje?

Powodem takich postaw, może być „przewodnik chóru” — ten,kto bardzo chce i któremu pozwalam się prowadzić.

Wielu kreuje się na takiego przewodnika, stąd zapewne rodzi się wewnętrzny opór, który najpierw pojawia się w myślach, a później w sercu.

Przewodnikiem „chóru”, może być inny człowiek, może też być rzeczywistości duchowa ( dobra lub zła), mogę również być „sam sobie” przewodnikiem chóru.

Wobec innego człowieka często odczuwam niepokój — ponieważ nie znam jego prawdziwych intencji ani jego myśli. Mogę człowiekowi zaufać i iść z nim przez życie, mogę mu też odmówić. Na tym polega moja wolność wyboru i decyzji. Mimo tej wolności, drugi człowiek może jednak próbować przymusić mnie do realizacji swojej woli. To nazywa się niewolnictwem.

Wobec samego siebie, czuję się może bardziej komfortowo niż wobec innego człowieka, jednakże wiem, że brak jakiegokolwiek odniesienia czy to do drugiej osoby czy też do postaw Jezusa, zawsze prowadzi na „manowce”, gdzie przewodnik chóru „egoizm”, prowadzi w swoim kierunku. To nazywamy niewolnictwem we własnym ciele.

„Zły”, to też przewodnik chóru, który nieustannie prowadzi swój nabór, czasami wykorzystując innych ludzi a częściej korzystając z pomocy „egoizmu”, jako swego uosobienia. To nazywamy zniewoleniem.

Dlaczego więc, wobec Chrystusa nie odczuwam takiego oporu ani niepewności?

Ponieważ Mu ufam i pozwalam Mu poznawać swoje myśli… a On nigdy, nikogo i do niczego nie zmusza — On zawsze proponuje.

Dopiero moja pozytywna odpowiedź na Jego propozycję wprowadza pokój do serca. Wtedy ja już chcę — a nic nie muszę. Czuję się wręcz przynaglony, bo:

„Miłość Chrystusa przynagla nas…”(2 Kor 5,14). To nazywamy wolnością.

Czasami podobną relację wolności, wymiany myśli i pragnień udaje się stworzyć w sakramencie małżeństwa. Nazywamy to „jednym ciałem” — pełnią harmonii, zrozumienia i wzajemnego posłuszeństwa. Krótko mówiąc: szczęściem.

Wtedy można powiedzieć:
„Miłość małżonka przynagla mnie…”

Dla tego, komu ufam, moje posłuszeństwo zawsze będzie wyrazem wolnej woli, a nie przymusu. Taka harmonia nie prowadzi do niewolnictwa, lecz ku wolności.

W życiu bardzo ważny jest wybór „przewodnika chóru” — tego, któremu pozwalamy prowadzić siebie duchowo i po ludzku.

Taki wybór może stać się początkiem „nieba” albo „piekła” – dlatego przemień nas w naszym myśleniu proszę.