Oko za oko…

„Oko za oko, ząb za ząb…”

Pozornie zasada ta, dziś przez nas nieakceptowana, w czasach, kiedy obowiązywała, miała na celu ograniczenie eskalacji krzywd. Wyznaczała granice odwetu, aby zadośćuczynienie za doznane zło nie prowadziło do wyrządzenia jeszcze większego.

Współczesny dystans wobec tej zasady pokazuje jednak, jak bardzo przesuwamy nasze oczekiwania na osi krzywdy i zadośćuczynienia — od odwetu w kierunku zrozumienia, przebaczenia i miłosierdzia. Przynajmniej w deklaracjach.

Chęć odwetu, której nie należy mylić ze sprawiedliwym osądem, zawiera w sobie coś szczególnie niepokojącego — nieuprawnioną satysfakcję z cudzej krzywdy.

Czuję się lepiej, kiedy w odwecie skrzywdzę tego, kto wcześniej skrzywdził mnie.

Czym różnię się zatem od krzywdziciela? Być może jedynie kolejnością zadawania bólu, a niekiedy także jego skalą, bo każdy mierzy odwet własną miarą doznanego cierpienia.

Trudno nam to czasami zrozumieć, skoro od dzieciństwa słyszeliśmy: „Jak cię kolega uderzył, to mu oddaj. Nie bądź mięczakiem!”. Ten, kto nie oddawał, często stawał się przedmiotem drwin i niezrozumienia. W ten sposób uczono nas sprawiedliwości, choć w rzeczywistości uczono nas odwetu.

A później, w dorosłym życiu, dziwimy się, że chęć odwetu stała się zjawiskiem nie tylko kulturowym, ale wręcz społecznym. Obecnym w rodzinach, relacjach międzyludzkich, polityce, a nawet w naszym rozumieniu sprawiedliwości.

„Człowiek rozmyślający o zemście utrzymuje własne rany otwarte”. (Francis Bacon, O zemście)

Dlatego Jezus ponownie myśli inaczej — a nasze rany opatruje nie cudzym cierpieniem, lecz własnym.

Nie dlatego, że pomniejsza wyrządzoną krzywdę albo rezygnuje ze sprawiedliwości. Przeciwnie — zna całą prawdę o złu, ale nie odpowiada na nie pragnieniem zemsty.

Być może dlatego, że gdyby odpowiedzią na to, co uczyniliśmy Chrystusowi, miał być odwet Boga, jego konsekwencją byłoby nasze unicestwienie.

Tymczasem odpowiedzią Chrystusa stało się przebaczenie.

„Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią” (Łk 23,34).

I może właśnie tutaj przebiega granica między naszym myśleniem a Myślą Chrystusa.

My chcemy, aby krzywdziciel odczuł nasz ból. Chrystus chce, aby zrozumiał wyrządzone zło i przestał je czynić.

Ból bowiem może przeminąć, a brak przebaczenia potrafi trwać przez całe życie.

Sprawiedliwość nie musi oznaczać odwetu, a przebaczenie nie oznacza zgody na krzywdę.

Chrystus zmartwychwstał, ale zachował rany.

Nie jako powód do zemsty, lecz jako świadectwo miłości…Przemień mnie Panie w moim myśleniu.