„Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się – znaczy: nigdy nie zaczęło się. Gdyby prawdziwie się zaczęło – nie skończyłoby się. Skończyło się, bo nie zaczęło się. Cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy.”
— Edward Stachura, Fabula rasa.
Przeżywany dziś kryzys powołań, nie dotyczy jedynie rozpadu wcześniej podjętych zobowiązań czy porzucania wybranej drogi życia. Coraz częściej dotyka on samej niechęci do wejścia na wspólną drogę z drugim człowiekiem lub z Bogiem. A przecież każda prawdziwa wspólnota jest odpowiedzią na wezwanie do życia razem — w małżeństwie, we wspólnocie, w kapłaństwie czy nawet w samotności przeżywanej w obecności Boga i ludzi.
Samotność pozbawiona relacji prowadzi człowieka do stopniowej degradacji — najpierw ducha, a często także ciała. Zostaliśmy stworzeni dla siebie nawzajem, dla spotkania, dla miłości, dla razem. W naszych życiowych wyborach ujawnia się to najpełniej.
Źródłem współczesnego kryzysu jest często nie tyle brak możliwości wyboru, ile brak gotowości do zatrzymania się i postawienia sobie prostego pytania: jak naprawdę chcę żyć? Łatwiej nieraz „schować się pod kołdrę” i — jak dziecko — powiedzieć: „nie ma mnie”. To ucieczka przed decyzją, a jeszcze bardziej przed odpowiedzialnością.
Rodzi się ona zarówno z niedojrzałości, jak i z lęku. Człowiek boi się konsekwencji własnych wyborów, dlatego często ucieka w bezmyślność. Tymczasem myśl prowadzi ku rozumieniu, rozeznaniu i świadomemu działaniu. Najpierw pojawia się pytanie, potem próba zrozumienia, a dopiero później decyzja i realizacja obranej drogi. Tak zostaliśmy stworzeni.
Bezmyślność wydaje się wygodna, bo daje złudzenie wolności od odpowiedzialności. Jednak to właśnie w myśleniu człowiek spotyka Boga. Bóg prowadzi nas ku światłu, ku jasności serca i umysłu, ku twórczej myśli swojego Syna. Tam człowiek może poznawać Boże zamiary i konfrontować je z własnymi pragnieniami oraz pomysłami na życie.
Jasne spojrzenie na rzeczywistość zawsze ukazuje zarówno „za”, jak i „przeciw”. Dopiero wtedy można świadomie powiedzieć „tak” drugiemu człowiekowi, wspólnocie czy Bogu. Sama realizacja życiowej drogi nie jest celem ostatecznym — staje się raczej przestrzenią uczenia się miłości.
Bóg stworzył nas nie tylko do życia, ale także dla siebie razem i dla Siebie z Nim. Dlatego warto myśleć, rozeznawać i podejmować świadome decyzje. To właśnie tam najłatwiej odnaleźć Boga. A na bezmyślność naprawdę szkoda czasu — choć nawet tam On potrafi człowieka odnaleźć.
W Nim nic się nie kończy.
W Nim wszystko naprawdę się zaczyna, począwszy od myśli.
