Zawsze mi się wydawało, że świecki stan powołania ma więcej trosk niż stan duchowy.

Podążając za tym stwierdzeniem, wydawało mi się, że inni mają mniej trosk niż ja mam.

Zarówno pierwsza jak i druga sytuacja nie jest prawdą, a wynika jedynie z większej świadomości swoich trosk oraz często z braku relacji z innymi.

Bo tylko relacja z drugim człowiekiem pozwala jego troski poznać i choć odrobinę współczuć.

Nad troskliwość i skupienie wyłącznie na sobie, prowadzi do sytuacji poczucia wyjątkowości w wielości własnych trosk i docelowo może prowadzić nawet do depresji.

Umiejętność obecności w trosce drugiego człowieka a także Jezusa, który przez Ewangelię mówi nam o swoich troskach, nazywamy empatią.
Empatia zawsze prowadzi do bliskości. To takie poczucie, że jesteś blisko myśli drugiej osoby bez konieczności natychmiastowej interwencji. Empatia dokonuje się na poziomie pozakomórkowym jednakże prowadzi, do zmian fizycznych w ciele człowieka, które są widoczne: otwartość, dobro, uśmiech, pokój.

Ewangelia Mateusza (Mt 6,25 – 34), w piękny sposób opisuje tą myśl Chrystusa …. “Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.”

Jedynym lekarstwem na stan własnej nad troskliwości, jest zanurzenie w biedzie drugiej osoby, nie po to aby rozwiązać jej troski …bo czasami się nie da … lecz po to aby z troską wysłuchać, towarzyszyć.

Jezus nie mówi nam “ nie troszczcie się …. “ , mówi „nie troszczcie się zbytnio” , czyli nad troskliwie.

Troska nie jest złym stanem ducha, czy też negatywnym odczuciem …jest często sygnałem naszej bezradności, która …jeśli tylko zechcę…znajdzie swój spokój w empatii, czyli bliskości Boga.