Pokusa…

Powstał kiedyś spór o treść modlitwy „Ojcze nasz”: jak należy ją odmawiać — słowami: „i nie wódź nas na pokuszenie”, czy raczej: „nie dozwól, abyśmy ulegli pokusie”.

W sporze tym zatrzymujemy się nad słowami, nad ich właściwym rozumieniem. Próbujemy je doprecyzować, aby lepiej oddać ich sens.

Modlitwa ta została przekazana przez Jezusa najprawdopodobniej po aramejsku, a my znamy ją z Ewangelii przekazanych nam w języku greckim. Każde tłumaczenie będzie więc jedynie niedoskonałą próbą wyrażenia myśli Chrystusa.

Tymczasem Jezus, ucząc nas tej modlitwy, zaprasza przede wszystkim do relacji zaufania Ojcu.

Przez słowa tej modlitwy stajemy w prawdzie przed Ojcem. Uczymy się rozpoznawać Jego wolę i odkrywać prawdę o naszych własnych pragnieniach.

Słowa stają się narzędziem wyrażania naszej postawy, ale to myśl i serce odsłaniają nasze prawdziwe pragnienia.

Nieuporządkowane słowa raczej nie rodzą pokusy. To nieuporządkowane pragnienia często stają się miejscem, w którym pokusa znajduje dla siebie przestrzeń.

Chrystus nie prowadzi człowieka ku pokusie, nie „wodzi na pokuszenie”. On prowadzi nas przez doświadczenie słabości ku zwycięstwu.

Sam był kuszony na pustyni, a jednak pozostał wierny Ojcu i pokazał nam drogę wolności serca. Nie łudźmy się jednak — nie jesteśmy bardziej uprzywilejowani niż Chrystus. My również będziemy kuszeni, nieraz w sposób wyrafinowany i podstępny.

Więcej — nieraz ulegniemy pokusie, bo tym właśnie różnimy się od Chrystusa.

Pokusa nie jest grzechem .. a Jezus nie umarł za nasze pokusy tylko za nasze grzechy. Grzech zaczyna się tam, gdzie pojawia się przyzwolenie na zło.

Tym, co może nas uchronić przed grzechem, jest niewchodzenie w układy ze złem.

Tylko więź z Chrystusem prowadzi do życia z Nim. Na tym polega nasze zwycięstwo.

Pokusa zaczyna być naprawdę niebezpieczna nie wtedy, kiedy się pojawia, ale wtedy, kiedy człowiek zaczyna z nią rozmawiać, oswajać ją i zawierać kompromis i ostatecznie wchodzić w układ akceptacji.

Jest takie krótkie opowiadanie Sławomira Mrożka pt. „Koegzystencja”, pochodzące ze zbioru „Małe prozy”. Diabeł nie atakuje w nim od razu, lecz liczy na przyzwyczajenie człowieka — proboszcza — do swojej obecności. Zaprasza go do swoistego układu. W ten sposób zło powoli staje się czymś „normalnym”, powszednim, aż w końcu zostaje zaakceptowane.

Wchodzenie w układy ze złem, nawet te najmniejsze, prowadzi ku upadkowi. Każdy taki układ ma bowiem w sobie coś z transakcji: coś daję, na coś się zgadzam, coś próbuję w zamian otrzymać.

Układ ze złem zawsze jest transakcją.

Więź z Chrystusem nie jest transakcją.

Słowa modlitwy są ważne, ale nigdy nie zastąpią spotkania z Nim i więzi z Nim.

Jezus zaprasza nas do bliskości — bez lęku, bez układów, bez zabezpieczania siebie. W Jego obecności uczymy się pokoju serca i ufności.

Myśl Chrystusowa prowadzi nas ku czystości serca i chroni przed uleganiem pokusom.

Niech Twoja myśl staje się moją myślą.
Przemień mnie, Panie, proszę.