„Ja tak chcę…”, „Tak ma być, bo ja tak czuję!” – który z rodziców współczesnych pociech choć raz tego nie usłyszał, z pewnością usłyszy to na którymś z etapów ich życia. Jest to postawa w pełni zrozumiała, ale tylko u dzieci, które dopiero rozpoczynają drogę ku dojrzałości.
Kiedyś usłyszałem od kilkuletniej dziewczynki : „Mogę krzyczeć, bo mam do tego prawo”. Czy rzeczywiście ma prawo? Nie mam pojęcia, czy to ślepe przekonanie wynika z litery współczesnego prawa, czy po prostu z braku wychowania, ale wiem, że zrozumienie tego błędu wymaga czasu.
Tragedia zaczyna się wtedy, gdy postawę „ja tak chcę, bo ja tak czuję” zatrzymujemy w dorosłości. Taki upór zawsze ustawia nas po dwóch stronach konfliktu, ponieważ drugi człowiek z natury rzeczy czuje i chce inaczej. Doskonale widać to w Ewangelii – Jezus cierpliwie tłumaczył to, co chciał przekazać, podczas gdy Judasz nieustannie myślał po swojemu, podobnie i inni Uczniowie.
Jedyną receptą na ten stan rzeczy wydaje się podjęcie próby odnalezienia się na egzystencjalnym polu bitwy, które zwiemy przestrzenią „INACZEJ”. Ta bitwa rozgrywa się najpierw w umyśle każdego z nas z osobna. Jeżeli ten wewnętrzny proces przejdziemy pomyślnie, stajemy się ludźmi zintegrowanymi wewnętrznie – mówiąc wprost: „poukładanymi”. Naszym przeciwieństwem staje się człowiek „rozsypany”, który wie tylko to, co sam uważa za słuszne, i ślepo pożąda tego, czego chce, choć często wcale nie jest mu to do życia potrzebne.
Wewnętrzna spójność (czyli jedność woli i uczuć ) daje nam niezwykłą siłę: pozwala na właściwą argumentację swoich decyzji i słów, bez uciekania się do krzyku czy rozstawiania innych po kątach. Dokładnie taką postawę prezentował Jezus w rozmowach z Piłatem, z uczniami i faryzeuszami. Widzimy w Nim człowieka spójnego, czyli zjednoczonego wewnętrznie – Jezusa dojrzałego i dorosłego.
Do tak pojętej dorosłości i dojrzałości zaprasza nas On nie tylko w swojej myśli ale także w naszej własnej myśli, bo to właśnie tam rodzi się cała postawa spójności.
W ciszy i w modlitwie decyduje się to, w którą stronę pójdę, czy będę autentycznie szukał jedności i pokoju, czy też wolę okopać się i pozostać na bezpiecznych peryferiach własnego egoizmu.
Jezus wie i w pełni szanuje to, że tak często czuję i myślę INACZEJ. Jednakże w tym moim „INACZEJ” nie zostawia mnie samego – zaprasza mnie do Siebie, prowadząc ku dojrzałości życia w jedności oraz ku głębokiej współodpowiedzialności za moje własne uczucia i wolę.
Jezus prowadzi ku spójności, ku Sobie, bo tam można się przemienić oczarowany Jego pięknem.
